O zmianach, biciu starszych kobiet i wściekłych lekarkach

     Nie mogłem spać, bo przez moją głowę przechodziły dziesiątki myśli i tekstów, których mógłbym użyć do nowego posta, zapomnianego już bloga. Wziąłem do ręki telefon i piszę właśnie ten wstęp. I wiecie co? Nie pamiętam choćby początku, ani jednego z tych tekstów, co więcej nie mam ani jednej myśli, na której mógłbym się skupić i skleić coś, co byłoby warte czytania. Zapominam dosłownie o wszystkim, za to ze szczegółami mogę opowiedzieć wam sytuację sprzed kilku dni, kiedy to na badaniu lekarka dosłownie nakrzyczała na mnie, bo nie miałem pojęcia jak się ustawić do cyfrowego rtg. klatki piersiowej. Wspomnienia, które przyprawiają mnie o ścisk mózgu, pamiętam doskonale i jak czasami o nich myślę, to zapominam zakręcić gaz w kuchence na kilkanaście minut, tym samym narażając życie kilkuset osób w moim bloku. Przysięgam, że jeśli istniałoby prawo zakazu niektórym osobom, samodzielnego i niekontrolowanego życia, to ja właśnie byłbym pod takim zakazem z uzasadnieniem, że mój mózg nie jest w pełni przystosowany do takiej egzystencji, a jego nadużycie grozi wybuchem (dosłownie i w przenośni).
     Żartuję sobie, ale jestem w takim okresie, że dużo się dzieje i nie do końca funkcjonuję tak, jak powinienem. Zmiany dotykają nas bez przerwy, jeśli jednak zbierze się ich zbyt dużo, w krótkim odstępie czasu to jesteśmy jak zombie, nie dość, że nie radzimy sobie z podstawowymi czynnościami przez stres, to nasz mózg stale szuka zaczepki i prosi się o uśpienie.
Ile ja bym dał, żeby móc sobie spokojnie robić te same rzeczy, wśród tych samych ludzi i zawsze z tym samym uśmiechem na twarzy… Chociaż, zbyt szybko się nudzę, więc i tak by nie wypaliło. Ale to ciekawe, nikt nie cierpi zamieszania i życia w stresie, ale nie wiem, czy ktokolwiek z nas wytrzymałby, żyjąc praktycznie tak samo, aż do usranej śmierci. Nie lubimy zmian, ale są przełomowe. Jesteśmy ciekawskimi zwierzętami, więc ciągle pchamy się w nieznane sytuacje, żeby zobaczyć, jak to jest. Ja na przykład jestem ciekawski. Lubie próbować różnych rzeczy. Co by to nie było, sam muszę sprawdzić, jak to jest, dlatego też nie warto dawać mi ostrzeżeń ani rad, bo i tak nie posłucham. Nie chodzi nawet o duże rzeczy jak dobrowolny skok z 90m z liną przywiązaną do nóg (tak zrobiłem to i jestem z siebie piekielnie dumny), ale na przykład sprawdzenie nowego smaku herbaty lub ciastek. To może być przełomowy krok. Ta herbata i te ciastka mogą stać się naszymi ulubionymi smakami, których potrzebowaliśmy, lub gwoździem do trumny, bo byliśmy uczuleni na jakiś ich składnik. Nie, nie staram się przekazać wam swojej paranoi, którą ostatnio miewam, a zmierzam do tego, że zmiany są super potrzebne, żebyśmy nie zwariowali… lub zwariowali na chwilę, żeby móc się potem cieszyć naszym zwyczajnym życiem.
     Możemy coś zmienić sami, aby było ciekawiej. Na zmiany nie zawsze się czeka. Od wyglądu przez cechy i otoczenie po marzenia, opinie i przyszłość. Możemy dosłownie wypieprzyć nasz świat do góry nogami. Jedyne czego nie możemy zmienić to, to co już jest za nami. Kiedy zamykamy pewny rozdział w naszym życiu, właściwie kiedy po prostu mija czas, zamykają się za nami drzwi, których nie da się niestety otworzyć. Jednak to wcale nie oznacza, że jesteśmy w pułapce. Nadal możemy biec i kształtować swoją rzeczywistość, tylko nie za pomocą tego co jest za drzwiami, które właśnie zamknęliśmy. Mówię tu raczej o błędach, osobach i sytuacjach, które już nie mają znaczenia lub były dla nas na tyle okropne, że nie możemy, tak jak ja, przez nie spać, o życiu i rzeczach, których już nie ma, które zostały za drzwiami. Dlatego myślenie o pani doktor, ani mi nie pomoże, ani niczego nie nauczy, może z wyjątkiem tego, jak ustawić się do zdjęcia. Ona już na mnie nie nakrzyczy, bo na 99% już nigdy się nie zobaczymy. Pan, któremu pokazałem zły pociąg, pewnie już jest daleko, a pani, której dałem z pięści w ramię, gdy zakładałem bluzę, może ma siniaka, ale nie żal do mnie, bo przecież powiedziała, że nic się nie stało. Jednak jeśli mamy czerpać naukę z błędów i złych rzeczy w naszym życiu to pamiętajmy, co niesie ze sobą ta nauka, a nie sytuacje, które nas zmusiły do wyniesienia pewnych wniosków.
     No proszę, a jednak coś napisałem… Mam nadzieję, że mój przekaz jest jasny i ktoś, chociaż się uśmiechnie, czytając o tym, jak biję starsze kobiety na ulicy.
Jest już 03:00, czas na mnie. Do potem!

Komentarze

Jedna odpowiedź na “O zmianach, biciu starszych kobiet i wściekłych lekarkach”

  1. Awatar Kasia - Myśli z Głowy Wylatujące
    Kasia – Myśli z Głowy Wylatujące

    Ej, ziom, zapisuj sobie losowe myśli w notatkach.
    Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Wizjer

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej