„Mam na imię Kacper, za dwa tygodnie kończę 25 lat, już nie studiuję”. Tak przywitałbym się sześć lat temu, bo wmówiłem sobie, że nie stać mnie na więcej.
Zawsze zdawało mi się, że nie warto poświęcać mi uwagi. Najbardziej bolesne jednak było to, że powiedziałem to sam, sobie i przez bardzo długi czas w to wierzyłem. Byłem przekonany, że nie powinienem dbać o swoją przyszłość, bo i tak jej nie będzie. Teraz mogę już przyznać, że uciekałem w ten sposób od odpowiedzialności, jaką niesie za sobą życie. Już nie jestem tym, co mi się przydarzyło. Sześć lat temu, napisałem, że nie lubię schematów, a wpadałem w nie, jeden po drugim i bardzo mocno się ich trzymałem. Po wyprowadzce byłem przekonany, że wiem już o sobie wszystko. Odważnie założyłem bloga i pierwszy post zatytułowałem „Kim jestem, a kim nie jestem na pewno”, a, prawdę mówiąc, nie wiedziałem wtedy nic. Ba! Po tylu latach nadal nic nie wiem i to jest piękne. Opisałem tego bloga jako moja przestrzeń, z moimi zasadami, bo tak bardzo ich nie lubię. Dziś po prostu powiem, że brakowało mi pokory. Lubiłem siebie i swoje widzimisię.
Dziś nadal trudno mi przyjąć niepowodzenia lub błędy, ale już nie jestem wobec nich defensywny. Mam marzenia i realną szansę, aby je spełnić i chyba ostatni rok mi to uświadomił. Lubię romantyzować rzeczy, kiedyś to była melancholia, teraz moja wspaniała zdolność do myślenia o życiu głębiej. Staram się uważać na to jak nazywam pewne sytuacje czy zjawiska, bo język, jakiego używam, tworzy moją rzeczywistość, a przyznam szczerze, że mam dosyć życia w negatywie.
Wydaje mi się, że nikt nie jest pewien – kim jest, a kim nie jest na pewno. Jeśli potrafimy zdrowo wyznaczyć granice w naszym życiu i otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach, może pojawić nam się zarys tego kim jesteśmy, na co możemy sobie pozwolić, a co jest dla nas niedorzeczne. Mógłbym powiedzieć – jak bardzo kocham kolor zielony, jak często towarzyszy mi muzyka, jak czuję się kiedy napiszę coś, z czego jestem dumny, ale to też mnie nie definiuje.
Ciekawe jest też to, ile różnych wersji mnie istnieje we wspomnieniach innych ludzi. Zdaję sobie sprawę z tego, że to najmniej istotne dla mnie, ale miałem wpływ na czyjeś życie i zapamiętali mnie takiego, jaki byłem dla nich w tamtym momencie. Ja też pamiętam ich w ten sposób, te relacje na zawsze pozostaną takie same, dzięki naszym wspomnieniom, choć każde z nas jest już gdzieś daleko i teoretycznie jesteśmy dla siebie już obcy. To też jest piękne, myślenie o tym, jest jak wrzód na dupie, ale jest piękne. Sztuka rozstania z osobą i sobą. Nie zawsze było mnie na to stać, na taką postawę. Za wszelką cenę, chciałem odczarować wszystko i wszystkich, nic dziwnego, że później utkwiłem w miejscu, o którym nadal wstydzę się mówić.
Ile dni, tyle definicji mnie przebiega przez moje myśli, nie walczę z tym już, bo codziennie mogę decydować o zaczęciu czegoś od nowa, dla mnie najważniejsze jest to, że za każdym razem wybieram, aby nie szkodzić. To wiem na pewno.
Spotykamy się na nowo, to ten sam Wizjer, ale na innej platformie z nieco odświeżonym wyglądem. Jeszcze nad nim pracuję, więc pewnie coś się zmieni, ale wróciłem, bo dziś postanowiłem nie porzucać moich pasji. Jestem zdeterminowany, żeby się udało. Nie mam absolutnie nic do stracenia (poza hajsem za domenę).
Do zobaczenia wkrótce!
Kacper





