Miesiąc: listopad 2025

  • Ożywić śmierć

    W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, kiedy musi się z kimś pożegnać, ale tak na serio. Ktoś ostatni raz ociera swoją dłoń o policzek syna, inny żegna się ze swoją babcią pocałunkiem w czoło, a jeszcze ktoś mocno zaciska oczy i powtarza „jeszcze nie teraz” jak mantrę, głęboko wierząc, że z momentem, w którym je otworzy, znajdzie się gdzieś poza tłocznym szpitalem. To dzieje się w tym momencie, nie zawsze nam, ale zawsze gdzieś.

    Pierwszy raz przytrafiło mi się to gdy miałem dziewięć lat, potem piętnaście, dwadzieścia i wiem, że zdarzy się znowu. To ponure z mojej strony, nieco też może bezczelne, wzbudzać w sobie te emocje, ale bywają takie noce jak te, kiedy śmierć spędza mi sen z powiek. Zatruwam się myślami o tym, co mogłem i co mogłoby być. Niewdzięcznie ożywiam śmierć

    Stworzyłem własne uniwersum, w którym nikt nigdy nie odszedł i nie odejdzie. Wewnętrzny raj z miejscem dla każdego, nieważne czy żyje, czy nie. Jak zepsuty odtwarzacz przewijam wspomnienia od początku, tworzę nowe i tkwię w tym miejscu, aż wydarzy się coś strasznego, bo zabawa w Boga, nawet we własnej głowie, musi skończyć się katastrofą. Spędzam tam noce i dnie, czasem nawet lata. Często zapominam o tym, że życie wokół mnie nadal istnieje i… ucieka. Ożywiam śmierć w swojej głowie, kosztem życia innych i prawdziwych momentów, które mogę na prawdę poczuć. Gdzie postawić granicę tęsknocie? W którym momencie jest za późno i jak otworzyć oczy, wiedząc, że wrócę do tłocznego szpitala? Całe swoje życie dążę do poznania większej prawdy, ale wątpię, że kiedykolwiek poznam odpowiedzi na te pytania. Nie jestem nawet pewien czy chcę.

    Gdyby nie fakt, że ktoś pożegna się kiedyś ze mną — gdybym żył wiecznie, nie mógłbym istnieć tak, jak istnieję teraz. Pojęcie nieskończoności mnie przerasta. Wszystko, co jest większe ode mnie, jest zbyt duże, abym mógł to przyjąć. Gdyby gwiazdy nie zapadały się pod własną masą i nigdy nie stworzyły supernowych, urosłyby do takich rozmiarów, że w ich nieskończoności nadszedłby koniec ludzkości. Wydaje mi się, że nawet siła wyższa musiałaby zapaść się w samej sobie. Zwyczajnie z przerażenia, że musi być wszechmocna i wszechobecna na nieskończonym niebie. Może dlatego Boga okrzyknięto martwym? Może to nie ludzkość go zabiła, a sam pod swoim ciężarem zapadł się i rozproszył po wszechświecie. Może to wyjaśniłoby, dlaczego nie żyjesz.

    Dziś w raju słońce zeżarło ziemię, bo nigdy nie wybuchło, siła wyższa obróciła się w proch, z którego powstała, a ja otworzyłem oczy i przeżyłem kolejną noc we własnej głowie. Niczego mi nie szkoda, choć nie spałem zbyt dobrze. Mógłbym oglądać z Tobą, jak świat płonie w nieskończoność.

    Grzesznik

  • Kim jestem, a kim nie jestem na pewno (2025)

    Kim jestem, a kim nie jestem na pewno (2025)

    „Mam na imię Kacper, za dwa tygodnie kończę 25 lat, już nie studiuję”. Tak przywitałbym się sześć lat temu, bo wmówiłem sobie, że nie stać mnie na więcej.

    Zawsze zdawało mi się, że nie warto poświęcać mi uwagi. Najbardziej bolesne jednak było to, że powiedziałem to sam, sobie i przez bardzo długi czas w to wierzyłem. Byłem przekonany, że nie powinienem dbać o swoją przyszłość, bo i tak jej nie będzie. Teraz mogę już przyznać, że uciekałem w ten sposób od odpowiedzialności, jaką niesie za sobą życie. Już nie jestem tym, co mi się przydarzyło. Sześć lat temu, napisałem, że nie lubię schematów, a wpadałem w nie, jeden po drugim i bardzo mocno się ich trzymałem. Po wyprowadzce byłem przekonany, że wiem już o sobie wszystko. Odważnie założyłem bloga i pierwszy post zatytułowałem „Kim jestem, a kim nie jestem na pewno”, a, prawdę mówiąc, nie wiedziałem wtedy nic. Ba! Po tylu latach nadal nic nie wiem i to jest piękne. Opisałem tego bloga jako moja przestrzeń, z moimi zasadami, bo tak bardzo ich nie lubię. Dziś po prostu powiem, że brakowało mi pokory. Lubiłem siebie i swoje widzimisię.

    Dziś nadal trudno mi przyjąć niepowodzenia lub błędy, ale już nie jestem wobec nich defensywny. Mam marzenia i realną szansę, aby je spełnić i chyba ostatni rok mi to uświadomił. Lubię romantyzować rzeczy, kiedyś to była melancholia, teraz moja wspaniała zdolność do myślenia o życiu głębiej. Staram się uważać na to jak nazywam pewne sytuacje czy zjawiska, bo język, jakiego używam, tworzy moją rzeczywistość, a przyznam szczerze, że mam dosyć życia w negatywie.

    Wydaje mi się, że nikt nie jest pewien – kim jest, a kim nie jest na pewno. Jeśli potrafimy zdrowo wyznaczyć granice w naszym życiu i otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach, może pojawić nam się zarys tego kim jesteśmy, na co możemy sobie pozwolić, a co jest dla nas niedorzeczne. Mógłbym powiedzieć – jak bardzo kocham kolor zielony, jak często towarzyszy mi muzyka, jak czuję się kiedy napiszę coś, z czego jestem dumny, ale to też mnie nie definiuje.

    Ciekawe jest też to, ile różnych wersji mnie istnieje we wspomnieniach innych ludzi. Zdaję sobie sprawę z tego, że to najmniej istotne dla mnie, ale miałem wpływ na czyjeś życie i zapamiętali mnie takiego, jaki byłem dla nich w tamtym momencie. Ja też pamiętam ich w ten sposób, te relacje na zawsze pozostaną takie same, dzięki naszym wspomnieniom, choć każde z nas jest już gdzieś daleko i teoretycznie jesteśmy dla siebie już obcy. To też jest piękne, myślenie o tym, jest jak wrzód na dupie, ale jest piękne. Sztuka rozstania z osobą i sobą. Nie zawsze było mnie na to stać, na taką postawę. Za wszelką cenę, chciałem odczarować wszystko i wszystkich, nic dziwnego, że później utkwiłem w miejscu, o którym nadal wstydzę się mówić.

    Ile dni, tyle definicji mnie przebiega przez moje myśli, nie walczę z tym już, bo codziennie mogę decydować o zaczęciu czegoś od nowa, dla mnie najważniejsze jest to, że za każdym razem wybieram, aby nie szkodzić. To wiem na pewno.

    Spotykamy się na nowo, to ten sam Wizjer, ale na innej platformie z nieco odświeżonym wyglądem. Jeszcze nad nim pracuję, więc pewnie coś się zmieni, ale wróciłem, bo dziś postanowiłem nie porzucać moich pasji. Jestem zdeterminowany, żeby się udało. Nie mam absolutnie nic do stracenia (poza hajsem za domenę).

    Do zobaczenia wkrótce!

    Kacper